Harry – już prawie 5 lat czekania na cud…
Czy naprawdę nie zasłużył na miłość? Czy jego życie już na zawsze będzie ograniczone do schroniskowego kojca?
Harry trafił do nas w czerwcu 2020 roku po interwencji w schronisku w Radysach. Tamtego piekła już nie musi się bać, ale jego serce wciąż nie potrafi w pełni zaufać człowiekowi. Z dziesięciu psów, które wtedy trafiły do nas z Radys, tylko on jeden wciąż czeka… Samotny, niezauważony, pominięty. Ile jeszcze musi czekać? Ile jeszcze lat spędzi w miejscu, które miało być tylko przystankiem w drodze do domu?
Nie wiemy, co przeżył, zanim tu trafił. Może całe życie spędził w tamtym piekle? Może nigdy nie miał szansy poznać dobrego człowieka? Jego ciało nie nosi blizn, ale serce? Serce jest pokiereszowane…
Kiedyś chował się w najdalszy kąt, skulony, przerażony. Bał się podnieść wzrok. Od tamtego czasu zrobił duże postępy - je z ręki, biega radośnie po schronisku i grzecznie wraca do kojca, który traktuje jak swoją bezpieczną przystań, jednak o spacerze na smyczy nie ma mowy… Wciąż unika także ludzkiej dłoni. Nie rozumie, że ludzka dłoń może dawać czułość, a nie tylko ból.
Harry nie jest agresywny. Pozwala nawet wziąć się na ręce, choć strach go paraliżuje. Patrzy wtedy oczami pełnymi smutku, jakby pytał: „Czy na pewno mnie nie skrzywdzisz?”
Harry nie zna życia poza schroniskiem. Nie wie, czym jest ciepło domu, własne legowisko, spokojne spacery… A przecież zasługuje na to jak każdy inny pies. Nieśmiały, ale kochany, mądry, delikatny – Harry czeka na kogoś, kto nauczy go ufać.
Szukamy dla niego cierpliwego, spokojnego domu – najlepiej z ogrodem, gdzie będzie mógł swobodnie biegać. Może zamieszkać z innym przyjaznym psem
Harry przebywa w schronisku we Wróblinie Głogowskim (dolnośląskie).