Roxi… 💔
Nie wiemy, ile naprawdę ma lat. W dokumentach wpisano 4. Jej oczy mówią, że przeżyła znacznie więcej.
Ta maleńka sunia trafiła kiedyś do domu. Miało być bezpiecznie. Zamiast tego dostała piekło. Oddana do patologicznej, alkoholowej rodziny, każdego dnia walczyła o przetrwanie. Głód. Pragnienie. Krzyk. Samotność.
Za to, że goniła koty – była zamykana w komórce metr na metr. Bez spacerów. Bez światła. Bez dotyku. Większość swojego życia spędziła, wegetując w ciasnym, zimnym pomieszczeniu. Gasła po cichu. Nauczyła się, że człowiek boli.
Nikt nie szczepił. Nikt nie leczył. Nikt nie martwił się, czy ma co jeść. Najlepiej, żeby jej nie było. Żeby nie przeszkadzała samym faktem istnienia.
Kiedy do nas trafiła – aż spod samych Tater – była cieniem psa. Od razu pojechała do kliniki. USG wykazało poważne zmiany w macicy. Operacja odbyła się natychmiast. To już za nami.
Ale przed nami kolejne walki.
Jej zęby są pokruszone, prawdopodobnie od dawna sprawiają ogromny ból. Wymagają pilnej pomocy stomatologicznej.
Jej oczy… To widok, który łamie serce. Zaawansowane entropium obu dolnych powiek powoduje nieustanny ból i niemal całkowicie odbiera jej wzrok. Roxi prawie nie widzi. A mimo to, kiedy czuje delikatny dotyk – wtula się z całej siły. Jakby bała się, że to zaraz zniknie.
Czekamy jeszcze na wyniki badań krwi. Boimy się, co mogą pokazać.
Ale najbardziej boli coś innego – to, że ona wciąż przeprasza za swoje istnienie. Jest cicha. Delikatna. Nienarzucająca się. Jakby chciała być jak najmniejsza, żeby nikomu nie przeszkadzać.
Roxi nie lubi kotów. Wobec psów bywa wybiórcza.
Ale człowieka kocha miłością czystą, bezwarunkową, zadziwiającą po tym wszystkim, co przeszła. Umie chodzić na smyczy, zachowuje czystość, nie niszczy. Wierzymy, że odnajdzie się w spokojnym mieszkaniu. Ona kiedyś znała dom. Chcemy, żeby znów go poznała – już na zawsze.
Szukamy domu tymczasowego lub stałego.
Roxi nie prosi. Ona tylko cicho patrzy.
Zróbmy wszystko, żeby w tych smutnych oczach znów zapaliła się iskra nadziei. 💔